Doszły do nas słuchy o informacjach rozpowszechnianych na temat Zucha na zagranicznych forach internetowych. Szkoda tylko, ze Terry i Aileen nie napisali, jak to się zdarzyło naprawdę.

Zuch został przekazany Terrie i Aileen w Krakowie 10.05.2010.

Co było dalej, tu posłużymy się cytatem (z niewielkimi skrótami) relacji Klaudii Śnios z Hodowli Polski Akcent (źródło: http://pon.mojeforum.net/temat-vt2003.html?postdays=0&postorder=asc&start=30)

Jako, że tam bylam, opisze po krótce cale zajście do momentu mojego wyjazdu z Dursztyna we wtorek około 16.
Terry i Aileen przyjechali do Dursztyna w poniedziałek (10.05.2010). Przywieźli ze sobą Zuszka którego odebrali z Krakowa 2 godziny wcześniej i którego odbiór byl celem ich wizyty w Polsce. Zaraz po przyjeździe Aileen wzięła zapiętego na smyczy psiaka na spacer po polach, glaskala, oswajała ze soba, tak ze pod koniec spaceru to juz ona prowadzila Zucha a nie na odwrót .Po paru godzinach spędzonych w Banciarni Terry, Aileen i Maddie zaczeli się zbierac do wyjazdu. Przed nimi do pokonania byla droga do Żyliny a docelowo do Wiednia, skąd Zuch mial sie udac w podróż samolotem do nowego domku. Kiedy Terry otworzyl przednie drzwi od strony pasazera żeby wyjąc mapę, siedzacy na tylnich siedzeniach Zuch wykorzystal naszą nieuwage (a bylo nas tam 5 osób!) i wyskoczyl z auta. Odbiegl na spora odległość, stanął i patrzyl sie na nas. Aileen wziela smycz, troche karmy, powoli do niego podchodzila i łagodnie do niego mówila. Zuch jednak dopuścil ja tylko na odległośc okolo 10 m. a potem odwórcił sie i zwial w pola. Kazdy kto kiedykolwiek odwiedzal Dursztyn wie jak ogromne nieogrodzone przestrzenie pół i lasów sa za domem Państwa Świstów. W obawie zeby nam nie zginal z pola widzenia zaczelismy za nim biec. No.... i troche sie nabiegalismy bo z Zucha jest niezly sprinter... a raczej maratonczyk. Przeciął ulicę, przebiegl polami w dół potoku i zwiał do lasu. Szukaliśmy do do późnego wieczora. Pan Andrzej w lesie a my na okolicznych polach. (...). Terry i Aileen byli bardzo przejęci calym zdarzeniem, niestety byli zmuszeni wyjechać jeszcze wieczorem bez Zuszka. Okolo 23.30 po ich wyjeździe i podladowaniu latarek pojechalismy jeszcze raz z Panem Andrzejem i Pania Basią na pola. Nasłuchiwalismy czy gdzieś nie wyje lub nie szczeka pies. Zucha niestety nie znaleźliśmy, (...). Po 2giej znowu wysiadły nam latarki wiec zezygnowaliśmy z dalszych poszukiwań.
Następnego dnia okolo 11 z Panią Basią odebrałyśmy z dworca Pana Tomka. Co prawda mialam juz rano opuszczac Dursztyn ale takiego obrotu zdarzeń nikt z nas sie nie spodziewał wiec zostałam, by móc zaprowadzić Pana Tomka na miejsce, gdzie ostatani raz widzialam Zucha. (...) Dalsza historię znam juz tylko z relacji. Wiem ze do złapania Zuszka przyczynili się chłopcy ze wsi, którzy mieli psy mysliwskie. To oni zagonili Zuszka, tak, ze po oświetleniu go swiatłem z latarki mozna bylo go złapać. (...)
Kiedy po otrzymaniu informacji od p. Basi, ze Zuszek się znalazł, zadzwoniłam do Terrego, żeby przekazac mu wspaniała nowinę, była tak uradowany, ze ciężko to opisać. Życzyłabym kazdemu hodowcy, zeby kiedykolwiek mógł uslyszeć taką radość w głosie nowego właściciela psa.”

Terri i  Aileen byli u nas w Siodłkowicach z wizytą 7.05.2010, zapoznali się z Zuchem, byli bardzo zadowoleni. Niestety z przyczyn formalnych - Urzędowe Świadectwo Weterynaryjne pozwalające na wywóz psa poza obszar Unii Europejskiej jest ważne 2 dni nie mogli go zabrać ze sobą, gdyż planowali dłuższy pobyt w Polsce. Dlatego też  przekazaliśmy Zucha w Krakowie 10.05.2010, w dniu wyjazdu Terriego i Aileen z Polski. Terrie i Aileen wstąpili jeszcze po drodze do pp. Świst (hodowla z Banciarni). Tuż przed ich wyjazdem w dalszą drogę nie dopilnowany Zuch uciekł swoim nowym właścicielom.

Został odnaleziony następnego dnia (11.05.2010) późnym wieczorem (ok. godz 22:00). Niestety Terrie i Aileen mieli zarezerwowany lot z Wiednia 12.05.2010  wcześnie rano, nie było więc  już technicznej możliwości przekazania im Zucha. Umówiliśmy się na wysyłkę Zucha z Wiednia w najbliższym wolnym terminie - 17.05.2010. Okazało się jednak, że wysyłka ważącego ok. 25 kg psa jako cargo (ładunek) do Australii wraz z powtórzeniem niektórych badań medycznych, wymaganych w Australii jest bardzo drogie. Z tego powodu ta cała afera z Zuchem. Prostszym rozwiązaniem stało się wyszukiwanie wad u Zucha (zostały pewnie wykryte telepatycznie kiedy Zuch hasał po halach i lasach Dursztyna) i próbę wymuszenia na nas przekazania innego psa po całkowicie naszych kosztach.

Chcielibyśmy nadmienić, że szata Zucha po odnalezieniu była w katastrofalnym stanie, a skóra pokaleczona. Mimo ochrony preparatem zabezpieczającym zdjęliśmy z niego ok. 20  kleszczy. Niestety nie udało się nam rozczesać Zucha, tak się zakołtunił podczas swojej eskapady po łąkach i lasach Dursztyna. Byliśmy zmuszeni częściowo go ostrzyc, tak że przez jakiś czas nie będzie mógł być prezentowany na ringach wystawowych.

Małgorzata i Tomasz Wiatroszak + 48 71 319 70 12, mob.: + 48 666 544 051, e-mail: pon@rivendall.pl