|
Życie
bywa trudne
W styczniu zauważyliśmy u Ognika spory guz na granicy prawa łopatka-szyja.
Natychmiast udaliśmy się do kliniki wet. Została zrobiona biopsja, która
wykazała tłuszczaka. Opiekujący się naszym psem chirurg zalecił
obserwację i w razie wzrostu narośli operację. W marcu stwierdziliśmy,
że tłuszczak niepokojąco się powiększył, udaliśmy się więc do
opiekującego się Ognikiem doktora wet. w celu konsultacji. Konsultacja
zakończyła się natychmiastowym wzięciem psa na stół operacyjny. Doświadczonego
chirurga z miejsca zaniepokoił wygląd nowotworu i mimo dobrego wyniku
biopsji (tłuszczak jest nowotworem niezłośliwym) wyciął guza z dużym
marginesem bezpieczeństwa. Po operacji trwającej trzy godziny
przedstawił nam dość przerażające perspektywy zdrowienia Ognika.
Pierwsza z nich mówiła, że pies będzie chodził na trzech nogach, a
prawa przednia będzie sparaliżowana. Druga, nieco lepsza mówiła o
kulawiźnie do końca życia. No i ta trzecia, najlepsza, ale też i
najmniej prawdopodobna stwierdzała, że Ogniczek będzie chodził
normalnie. Oczywiste jest, że nowotwór poszedł na badania
histopatologiczne. Wynik tegoż badania był dla nas szokujący: tłuszczako-mięsak
o dużej złośliwości. Pan Doktor zapewnił nas jednak, że wyciął
wszystko i jeśli Ognik nie miał wcześniejszych przerzutów jest duże
prawdopodobieństwo całkowitego wyleczenia. I taką nadzieją żyjemy.
Po zabliźnieniu się rany pooperacyjnej zadecydowałam, że należy
wyciąć także pozostałe trzy malutkie guzki. Doktor, acz niechętnie
(takich drobiazgów u psów się nie operuje) przystał na to, wykonał
następne trzy cięcia (zmotywowany naszą paniką, ponownie z
marginesem bezpieczeństwa) w wyniku czego nasz pies jest ogolony
"do pasa". Jak zwykle chirurg miał rację, te guzki mogły
pozostać w skórze, nie były groźne. Zrozumiałe jest, że Ognik
przebywa pod stałym nadzorem lekarza, dr
wet. Ireneusza Balickiego, któremu jesteśmy niezmiernie wdzięczni
za dotychczasowe dokonania i za serdeczną pieczę nad naszym psem.
To wszystko powyżej to było spojrzenie z naszego punktu
widzenia. Teraz będzie o rekonwalescencji OGNIKA. Pierwszy dzień po
operacji był dla nas i naszego psa bardzo trudny. Jeszcze do południa
był otępiały (z bólu i ubytku krwi). Należało mu podać płyny
(glukozę i płyn wieloelektrolitowy), a także środki przeciwbólowe.
Poza tym pies ważący 24 kg musiał być znoszony i wnoszony na
pierwsze piętro. Ze wszech miar staraliśmy się aby go nie urazić.
Nie sądzę aby nam się to w pełni udało. Trudno jest wziąć na ręce
psa, który ma potrójny (dwa wewnętrzne, jeden zewnętrzny) szew dlugości
30 cm i wykrojone oprócz guza mięśnie z łopatki. Pierwszy posiłek
składający się z pieczonej piersi kurczaka, zjedzony wieczorem
uradował zarówno nas jak i chirurga. W następnym dniu Ognik
wyniesiony do ogrodu stanął na prawą nogę! Nie omieszkaliśmy oczywiście
powiadomić o tym dr Balickiego! Już wtedy orzekł, że rokowania co do
sprawności Ognika te pesymistyczne nie spełnią się i nasz pies
dostosuje się do tego trzeciego, optymistycznego wariantu. Tak też się
stało. Ogniczek biega i skacze jak za dobrych dawnych czasów, jedynie
może szybciej się męczy. Szybciej t.z. po trzech, a nie po czterech
godzinach szalonych zabaw. Niestety, pozostał mu uraz do samochodu. Nie
chce wsiadać, zwykłe zaproszenie nie wystarcza, potrzebny rozkaz.
Wszyscy pracownicy kliniki, bez wyjątku są zauroczeni charakterem
naszego psa, jego zrównoważeniem i cierpliwością. Przyjmują go jak
najmilszego, starego znajomego, ale Ognika to nie przekonuje.
Teraz my musimy wykazać maksimum cierpliwości w oczekiwaniu na
rozwój wypadków. Czekamy też z utęsknieniem na nową szatę Ognika
aby Ognik znowu wyglądał jak OGNIK!
Rzeczyca Ziem. 6 maja 2004r |